Międzyrzecze od wieków, by nie rzec, że od zarania dziejów cywilizacji, było areną wydarzeń, których wymiar historyczny, polityczny, gospodarczy, kulturowy czy religijny trudno by było przecenić i to zarówno tym, których dotyczyły bezpośrednio, jak i nam, żyjącym na początku XXI wieku. To przecież w Mezopotamii wyłonili się z nie rozproszonego do dziś mroku dziejów Sumerowie, lud którego ogromna wiedza wciąż nas zdumiewa, wciąż rozpala wyobraźnię. To tam powstawały i upadały potężne państwa-miasta, Uruk, Larsa, Babilon, Niniwa. Od wieków przez tereny te przetaczały się nieprzeliczone, żądne łupów zastępy (w tym również wojska Aleksandra Wielkiego, a później i legiony rzymskie cesarza Trajana), i to we wszystkich kierunkach - z zachodu na wschód i ze wschodu na zachód, z północy na południe i z południa na północ. Miasta tego rejonu słynęły przecież z niebywałego bogactwa.

Ziem tych nie oszczędziły i inne klęski. Prastary, sumeryjski epos o Gilgameszu zawiera opis nawiedzającego świat potopu. Zresztą nie tylko mity zdają się to potwierdzać, także wykopaliska archeologiczne, podczas których natrafiono na kilkumetrową warstwę mułu z okresu sprzed pięciu tysięcy lat. Pod nią odkryto ślady znacznie wcześniejszych warstw kulturowych. Szacuje się, że by powstała taka, 2,5-metrowa warstwa mułu, teren ten musiałby być przez wiele miesięcy zalany wodą o głębokości przynajmniej 8 metrów. A przy takim poziomie wody kataklizmem dotknięty byłby w Mezopotamii obszar o powierzchni 350.000 kilometrów kwadratowych!

I właśnie po potopie na terenie tym po raz pierwszy pojawili się Sumerowie, przynosząc ze sobą gotowe już zdobycze wysoko rozwiniętej, ukształtowanej cywilizacji – umiejętność uprawy roli, budowy kanałów, obróbki metali, wyrobu bogato zdobionej ceramiki. To Sumerowie wynaleźli koło garncarskie, a także koła do wozów. Poziom ich wiedzy matematycznej i astronomicznej był zdumiewający. W starożytnym Sumerze znane było pierwiastkowanie i podnoszenie do potęgi. Znano tam podstawowe twierdzenie matematyczne a²+b²=c². Posługiwano się tam również tabliczką mnożenia i to od 1 do 180.000, a także tabliczką dzielenia, pierwiastków kwadratowych i sześciennych. System liczenia oparty był początkowo na systemie sześćdziesiętnym. Z czasem Sumerowie wprowadzili system dziesiętny, taki jaki znamy dziś. Co ciekawe, nie znano w starożytnej Mezopotamii zera. Kalendarz, jakim się tam posługiwano, składał się z 12 miesięcy 28 lub 29 dniowych (miesiąc liczono od pełni do pełni Księżyca). Dla wyrównania roku księżycowego ze słonecznym wprowadzono 13 miesiąc. Grecki zegar słoneczny, wskazujący 12 godzin (tzw. podwójnych stanowiących dobę) i 360 minut, pochodził właśnie z Mezopotamii. Sumerowie posługiwali się także zegarami wodnymi. Jako pierwsi stworzyli podstawy astronomii, mechaniki nieba, sporządzili mapę nieba. Rozróżniali planety od gwiazd. Potrafili obliczać odległości pomiędzy gwiazdami stałymi. Dokładnie znali budowę naszego układu planetarnego. Wiedzieli ile i jakie planety go tworzą. Badali zaćmienia Słońca i Księżyca i umieli przewidywać je w swoich obliczeniach. Babilończycy ustalili tzw. „miesiąc anomalistyczny”, tj. odstęp czasu między dwoma kolejnymi przejściami Księżyca przez najbliższy Ziemi punkt jego orbity – pomylili się przy tym zaledwie o 3,6 sekundy, a także „miesiąc synodyczny”, czyli odstęp czasu pomiędzy dwiema kolejnymi identycznymi fazami księżyca – z błędem wynoszącym tylko ułamek sekundy! Nazwy gwiazdozbiorów Zodiakalnych (Skorpion, Rak, Lew, Bliźnięta itp.) także są pochodzenia babilońskiego. Babilończycy badali tęczę, huragany i trzęsienia ziemi. W użyciu mieli pismo obrazkowe, przekształcone później w klinowe. Na zdumiewająco wysokim poziomie stała medycyna, w tym chirurgia. Niebywałe też były ich osiągnięcia architektoniczne. Najwspanialsze z nich to monumentalny zikkurat (tarasowa piramida ze świątynią na szczycie) Ur-Nammu w Ur, ogromna świątynia w Eridu, czy owalna świątynia w Chafadżi.

Z zachowanych do dzisiaj sumeryjskich spisów dynastycznych wynika, że ich historia zaczyna się od stworzenia świata i ciągnie się aż do potopu. W tym czasie, według Sumerów, panowało 8 lub 10 przedpotopowych królów, których rządy objęły łącznie według jednych źródeł 241.300 lat, a według innych nawet 456.000 lat! Biblijny patriarcha żydowski, Matuzalem, który żył 969 lat, byłby przy władcach sumeryjskich zaledwie kilkuletnim dzieckiem.

Skąd wziął się ten lud? Tego nie wiadomo. Legendy podają, że „przybyli zza morza”. Czyżby z legendarnego, pogrążonego w odmętach Pacyfiku, kontynentu Mu? A może z Atlantydy.

Rozwój sumeryjskich miast, Nippur, Isin, Szurupak, Umma, Lagasz, Ur, Uruk, Eridu, doprowadził między nimi do walk o hegemonię. Z czasem Mezopotamia stała się też areną krwawych konfrontacji z sąsiadami zamieszkującymi Międzyrzecze - Elamejczykami, Gutami, Akkadyjczykami, semickimi Amurytami, Aramejczykami, Chaldejczykami, Asyryjczykami, a także z bardziej odległymi Hetytami i Egipcjanami. Na przestrzeni wieków Międzyrzecze przechodziło z rąk do rąk. W II w. n.e. znaczną jego część opanowali Rzymianie, którzy toczyli walki z Partami, a później z Persami. W VII w. obszar ten dostał się pod panowanie Arabów i wpływ islamu. W XI w. został z kolei opanowany przez Turków seldżuckich, by od XVI w. wejść w skład imperium Turków osmańskich. Pod ich władzą Mezopotamia pozostawała aż do I wojny światowej.

A i w czasach nam współczesnych, gdy mapa geopolityczna wygląda już zupełnie inaczej, zainteresowanie światowych mocarstw tym rejonem wcale nie osłabło. Wciąż jest to obszar o znaczeniu strategicznym, globalnym. I do tego stopnia nic się nie zmieniło, że i dziś o terenach tym mówi się głównie w związku z rozgrywającymi się tam (i nie tylko tam) konfliktami zbrojnymi. Ale to już inna historia.

I właśnie w okresie jednej z zawieruch wojennych wkroczył na arenę historii Międzyrzecza, nad rzeką Chobar, nasz główny bohater - Ezechiel.

Otóż, gdy król Judei Joakim ogłosił w VI w. p.n.e. niepodległość swojego kraju i odmówił daniny płaconej Babilonowi, pod murami Jerozolimy zjawiły się potężne wojska najwybitniejszego wodza owych czasów, władcy Babilonu, Nabuchodonozora II. Oblężenie miasta trwało trzy miesiące i zakończyło się zdobyciem Jerozolimy w roku 597 p.n.e.. Króla Joakima, jego rodzinę, kapłanów i rzemieślników uprowadzono do Babilonu, zaś słynną, bogatą świątynię jerozolimską ograbiono.

Ezechiel (hebr. yehezq`ēl „Bóg umacnia”), żył właśnie w tym czasie. Był świadkiem i uczestnikiem wszystkich tych wydarzeń. Po zdobyciu Jerozolimy przez potężnego władcę babilońskiego również i on trafił do niewoli. Wśród wygnańców żydowskich podtrzymywał wiarę w powrót do ojczyzny, kreślił wizje przyszłego państwa, w którym dominującą rolę miała odgrywać świątynia i kapłani. Nie doczekał jednak realizacji swoich marzeń i planów. Umarł na wygnaniu, po roku 571 p.n.e., pozostawiając po sobie opis niezwykłych przeżyć, opis znany nam jako Proroctwo Ezechiela.

Znaczna część Proroctwa poświęcona jest nadzwyczaj precyzyjnemu opisowi tajemniczego kompleksu świątynnego, do którego Ezechiel został w cudowny sposób przeniesiony przez równie cudowne istoty. Nie wnikając w istotę "cudowności" przeżyć Ezechiela postanowiłem zrekonstruować sam kompleks, będący przecież obiektem materialnym i, co Ezechiel wraz ze swoim przewodnikiem wykazał, możliwym do zwymiarowania, a zatem i do odtworzenia. Praca nad rekonstrukcją świątyni była dla mnie pasjonującym wyzwaniem; towarzyszyłem Ezechielowi, gdy wstępował po schodach do głównej bramy, gdy zwiedzał kolejne pomieszczenia, gdy dokonywał kolejnych pomiarów. Krok po kroku odtwarzałem wszystko to, co z taką precyzją opisał: komory, przedsionki, fragmenty budowli, dziedzińce, ganki i schody. Moja niezwykła podróż w mroki przeszłości trwała kilka miesięcy i zaowocowała komputerowym trójwymiarowym modelem kompleksu świątynnego, który pragnę Państwu w tym opracowaniu zaprezentować.

Ezechiel doświadczył czegoś niezwykłego. Niezwykłym przeżyciom musiały towarzyszyć niezwykłe emocje, lecz mimo wszystko jego relacja ze zwiedzania kompleksu jest wyjątkowo precyzyjna. Emocje jej nie zmąciły. Analiza tekstu Proroctwa, choć przeprowadzana po wiekach, z dystansem, z innego punktu widzenia, nie była jednak dla mnie zadaniem pozbawionym emocji. Wręcz przeciwnie. Bez wczucia się w to, co mógł i na pewno przeżywał Ezechiel, bez emocjonalnego podejścia do analizowanego tekstu, odtworzenie tego, co widział, co zwiedzał Ezechiel, nie byłoby możliwe. Dodatkowego ładunku emocji dostarczył mi poziom trudności tekstu. Odtwarzanie budowli opisanej przez Ezechiela nie było zadaniem łatwym, ale dzięki temu właśnie nadzwyczaj intrygującym. A w wykonaniu go pomogło mi konsekwentne trzymanie się założenia, że podejmując próbę zrekonstruowania kompleksu świątynnego należy korzystać tylko z jednej wersji tłumaczenia tekstu Proroctwa Ezechiela (w moim wypadku była to Biblia w wersji elektronicznej Wydawnictwa Cartall). Jednoczesne korzystanie z różnych wersji tłumaczeń Proroctwa, często sprzecznych ze sobą w różnych fragmentach tekstu, może bowiem doprowadzić do stworzenia obrazu będącego zlepkiem elementów dopasowanych co prawda do tych fragmentów, lecz nie tworzących spójnej całości. Dostrzegłem też konieczność odpowiedniego posortowania fragmentów tekstu, wyodrębnienie z niego opisów dotyczących poszczególnych obiektów kompleksu (a wykonanych z różnych punktów widzenia, z różnych miejsc kompleksu)  i połączenie ich w samodzielne, kompletne relacje. Dzięki tej metodzie wyraźniej widziałem poszczególne części, ale też o wiele łatwiej przychodziło mi dostrzeganie całości, którą przecież w końcu części te miały tworzyć.

Pragnę też od razu zaznaczyć, że nigdy nie twierdziłem i nie twierdzę dzisiaj, że moja koncepcja jest tą „jedynie słuszną”, że relacji Ezechiela nie da się zinterpretować inaczej, że po mnie już nikt inny nie spróbuje swych sił w analizie Proroctwa. To, że na podstawie tego samego opisu zbudować można zupełnie inną konstrukcję udowodnili już inni autorzy (choćby H. H. Beier). Twierdzę natomiast, że moja koncepcja jest logiczna, całościowa, a zrekonstruowany kompleks jest harmonijny, funkcjonalny i wyjątkowo zgodny z opisem zawartym w Proroctwie Ezechiela.

Zanim przejdę do szczegółowego opisu odtworzonej przeze mnie niezwykłej budowli, proponuję na początek spojrzenie na „mój” kompleks z lotu ptaka, oczami uczestnika egzotycznej wycieczki, odbywającego swą podróż na pokładzie maszyny latającej - samolotu bądź helikoptera.

 

1. Z lotu ptaka

 

A więc rozpocznijmy tę niezwykłą podróż w czasie i przestrzeni.

        Ilustracja 01.

Taki być może widok rozciągałby się przed nadlatującymi od wschodu, na niedużej wysokości, uczestnikami tej wycieczki.

Po chwili pilot i pasażerowie mogliby dostrzec już więcej szczegółów.

       Ilustracja 02.

Od południowego wschodu widok ten przedstawiałby się następująco:

       Ilustracja 03.

W końcu pojazd latający znalazłby się nad centrum kompleksu. Gdyby był to śmigłowiec, być może jego pilot "zawiesiłby" na chwilę maszynę w powietrzu, by pasażerowie mogli dokładnie przyjrzeć się miejscu, w którym za chwilę wylądują.

       Ilustracja 04.

Na ilustracjach przedstawiłem wyłącznie kompleks, bez miasta, którego był częścią, i bez otaczających to miasto murów. W samym środku kompleksu widać dziedziniec wewnętrzny otoczony murem. Dziedziniec ten „wcina” się po stronie zachodniej (u góry rysunku) w okalający go mur tworząc wnękę, w której usytuowany jest ołtarz. Na zachód od ołtarza zlokalizowany jest kościół, a za nim znajduje się otwarty od góry tak zwany „budynek odłączony”.

Między murem wewnętrznym a zewnętrznym znajduje się dziedziniec zewnętrzny, w którym można wyróżnić dwa poziomy – poziom zerowy, zgodny z poziomem otaczającego kompleks terenu i z poziomem dziedzińca wewnętrznego, oraz dolny. Dziedziniec zewnętrzny połączony jest z dziedzińcem wewnętrznym trzema bramami wewnętrznymi, a z otoczeniem kompleksu trzema bramami zewnętrznymi. Każda z bram ma od strony dziedzińca zewnętrznego przysionek z jednym głównym, frontowym wejściem i dwoma bocznymi, przez które można zejść po schodach (ośmiu w przypadku bramy wewnętrznej i siedmiu w przypadku bramy zewnętrznej) na poziom dziedzińca dolnego. Bramy te umieszczone są odpowiednio od północy, wschodu i południa. Na dziedziniec wewnętrzny można się też dostać z poziomu dziedzińca zewnętrznego dolnego, przez przysionek bramy kościoła.

W każdym z naroży kompleksu widoczne są trzypoziomowe, umieszczone schodkowo jeden na drugim, „załamane” pod kątem prostym skarbnice. Strop dolnych skarbnic, wraz z przejściem między bramami zewnętrznymi a wewnętrznymi (a dokładnie rzecz ujmując między ich zwróconymi ku sobie przysionkami) tworzy powierzchnię dziedzińca zewnętrznego.

Pozwólmy pilotowi zatoczyć koło nad kompleksem. Przyjrzyjmy się z bliska poszczególnym fragmentom budowli.

       Ilustracja 05.

Oto mamy przed oczami zbliżenie na dziedziniec wewnętrzny od strony narożnika południowo wschodniego. U dołu obrazka, po prawej i po lewej stronie widoczne są fragmenty dziedzińca zewnętrznego. Z prawej u dołu widać też schody prowadzące z przysionka wschodniej bramy wewnętrznej na dolny dziedziniec zewnętrzny. Z lewej strony analogiczne schody prowadzące w dół z przysionka południowej bramy wewnętrznej skryte są w cieniu.

W lewej górnej części ilustracji dostrzec można kolejno: ołtarz, dwa słupy stojące u wejścia do kościoła, kościół i otoczony wysokimi ścianami, odkryty „budynek odłączony”. Z prawej strony u góry widać dwie skarbnice środkowego poziomu i dwie górne, tworzące północno zachodni narożnik kompleksu.

Niech pilot obróci teraz swój pojazd nieco w prawo. Na kolejnej ilustracji widać fragment dziedzińca zewnętrznego po stronie wschodniej kompleksu wraz z przejściem między wschodnimi bramami (między przysionkami tych bram) – zewnętrzną i wewnętrzną.

       Ilustracja 06.

Na tym ujęciu mojego modelu można zauważyć to, co Ezechiel podkreślał z takim uporem w swej relacji - przysionki bram zewnętrznych i wewnętrznych leżały dokładnie naprzeciwko siebie, i były zlokalizowane po stronie dziedzińca zewnętrznego.

Lećmy dalej. Niech pojazd zawiśnie po chwili nad północno wschodnim narożnikiem kompleksu.

       Ilustracja 07.

Po lewej stronie widać wysunięty do przodu przysionek wschodniej bramy wewnętrznej, a po prawej przysionek północnej bramy wewnętrznej. Można tu dostrzec barierkę (murek) otaczającą dziedziniec zewnętrzny. Widać też, że przechodząc od jednego przysionka bramy wewnętrznej do kolejnych przysionków bram wewnętrznych, kolejno schodząc po schodach na dolny dziedziniec zewnętrzny i wspinając się po następnych, można obejść dokoła mur dziedzińca wewnętrznego.

Tak samo można obejść centrum kompleksu idąc dziedzińcem zewnętrznym. Na pierwszy rzut oka można by odnieść wrażenie, że chodzenie w kółko nie jest możliwe, gdyż po stronie zachodniej drogę zagradza budynek kościoła. Ale jak przekonamy się później wcale tak nie jest.

Póki co i tym razem poprośmy pilota o obrócenie statku w prawo.

       Ilustracja 08.

I jeszcze bardziej w prawo.

       Ilustracja 09.

Powyższa ilustracja, przedstawiająca przejście między bramami północnymi (zewnętrzną i wewnętrzną), jest bliźniaczo podobna do ilustracji prezentującej takie przejście między bramami wschodnimi. Natomiast ilustracja poprzednia (08) uwidacznia kolejny ważny szczegół budowli - są nim dwa wejścia do „budynku odłączonego” usytuowane po obu bokach kościoła. Wchodząc do budynku jednym wejściem (np. tym obok północnego boku kościoła) i przechodząc korytarzem zwanym „miejscem na modlitwę”, można wyjść na dziedziniec zewnętrzny po przeciwległej (południowej) stronie kościoła.

Początkiem wschodniego wejścia do kościoła, od strony ołtarza i słupów, jest przysionek, do którego można wejść dwojako; albo głównym wejściem wychodzącym na plac ołtarza, albo jednym z dwóch bocznych prowadzących schodami na zewnętrzny dziedziniec dolny. I w tym więc przypadku koło się zamyka.

Zróbmy zbliżenie na „budynek odłączony”.

       Ilustracja 10.

U dołu widać część kościoła przylegającą do wschodniej ściany „budynku odłączonego”. Po lewej stronie widać jedno z wejść prowadzących do wnętrza budynku z dziedzińca zewnętrznego. Sam „budynek odłączony” jest jakby budynkiem włożonym od góry w nieco większy budynek. Między ścianami obu budynków jest przejście biegnące wzdłuż trzech ścian: północnej, zachodniej i południowej. Ściany budynku wewnętrznego („odłączonego”) rozchodzą się ku górze, jak kolejne stopnie stadionu sportowego. Widać też trzy poziomy „skośnych okien” i umieszczone dokoła pomosty z barierkami (ganki). W głębi dostrzec można wejście z przestrzeni między budynkami na dziedziniec „budynku odłączonego”.

Kolejna ilustracja jest spojrzeniem na „budynek odłączony” od tyłu, czyli od zachodu.

       Ilustracja 11.

Widać na niej północne, boczne wejście do przysionka kościelnego oraz wyjście z kościoła, a dokładnie z pomieszczenia nazwanego przez Ezechiela „święte świętych”, na dziedziniec „budynku odłączonego”. U góry, po prawej stronie, widać przysionek południowej bramy zewnętrznej z prowadzącymi pod skarbnice, na dolny dziedziniec zewnętrzny, schodami.

Zróbmy zbliżenie na plac ołtarza.

       Ilustracja 12.

Na pierwszym planie rzucają się w oczy dwa słupy, dwie kolumny stojące przed wejściem do przysionka kościelnego. Za nimi ołtarz – ARIEL (hebr. – ognisko boże). W południowej ścianie muru dziedzińca wewnętrznego widać wejście do bramy wewnętrznej.

Kończąc prezentację kompleksu z lotu ptaka spójrzmy jeszcze w kierunku zachodnim, zawisając tym razem nad przysionkiem południowej bramy wewnętrznej.

       Ilustracja 13.

Na tym ujęciu wyraźnie widoczne są dwa wejścia do „budynku odłączonego” prowadzące z dziedzińca zewnętrznego. Widać też skarbnice przylegające do „budynku odłączonego” od północy i od południa.

I jeszcze jedno zbliżenie, tym razem na sam czworograniasty ołtarz, z którego sterczą w górę cztery rogi. Przed ołtarzem są schody zwrócone na wschód.

       Ilustracja 14.

A teraz, gdy zatoczyliśmy już pełne koło nad kompleksem, możemy wylądować przed wejściem, czyli przed wschodnią bramą zewnętrzną, gdzie czeka już na nas, a właściwie na Ezechiela, przewodnik. "Miedziany mąż" oprowadzi nas po wszystkich dziedzińcach tego niezwykłego kompleksu.

 

2. Okiem Ezechiela

 

40,1 Dwudziestego piątego roku przesiedlenia naszego, na początku roku, dziesiątego dnia miesiąca, czternastego roku po zburzeniu miasta, tego samego dnia stała się nade mną ręka Pańska i przywiódł mię tam.

40,2 W widzeniach Boskich przywiódł mię do ziemi Izraelskiej i zostawił mię na górze bardzo wysokiej, na której była jakby budowa miasta, leżącego ku południowi.

40,3 I wwiódł mię tam, a oto mąż, którego wygląd był jakby wygląd miedzi, a sznur lniany w ręce jego i trzcina miary w ręce jego, a stał w bramie.

40,4 I przemówił do mnie ten mąż: "Synu człowieczy, patrz oczami swymi i uszami swymi słuchaj, a przyłóż serce swe do wszystkiego, co ja ukażę tobie; bo zostałeś tu przywiedziony, aby ci to ukazano. Oznajmij wszystko, co widzisz, domowi Izraelowemu.

 

I poszedł prorok za przewodnikiem i patrzył oczami swymi, i uszami swymi słuchał, i oznajmił wszystko, co widział. A oto, co widział.

 

*

 

Oto moja interpretacja trasy, którą pokonał Ezechiel wraz z przewodnikiem.

Przed wschodnią bramą zewnętrzną czeka na Ezechiela tajemniczy „mąż”.

       Ilustracja 15.

Interpretacja tego kim był mąż o „wyglądzie miedzi” nie ma tu znaczenia. By podkreślić odmienność tej postaci  (na co Ezechiel zwraca przecież uwagę) stworzyłem komputerową postać "miedzianego" przewodnika, co nie oznacza, że cokolwiek chcę tym zasugerować. Przewodnik ten (kimkolwiek by nie był) ma przy sobie „instrumenty” pomiarowe – sznur mierniczy i pręt sześciołokciowy (jeden łokieć to ok. 0,55 m). Demonstruje Ezechielowi, co będzie robił w trakcie zwiedzania, i zaczyna pomiary od jakiegoś fragmentu muru zewnętrznego.

       Ilustracja 16.

Nic nie wiemy o wielkości elementów, z których zbudowany był mur. By więc nie wdawać się w niepotrzebne spekulacje, zarówno mur zewnętrzny jak i wewnętrzny, a także ściany wszystkich budynków, przedstawiłem jako jednolitą strukturę. Równie nieistotne dla dalszych rozważań jest roztrząsanie problemu kształtu bramy, a konkretnie kształtu otworu wejściowego. To, czy otwór bramy był kwadratowy czy prostokątny, czy miał łukowate nadproże czy też nie – nie ma w tej chwili żadnego znaczenia. Przyjąłem, że wszystkie otwory wejściowe były prostokątne, co wcale nie oznacza, że tak było. Ezechiel po prostu nie podaje w swojej relacji żadnych informacji na ten temat, zapewne dlatego, że przewodnik nie uznał tego szczegółu za istotny. Zatem zaufajmy przewodnikowi i podążajmy jego śladem.

       Ilustracja 17.

„Mąż” staje w wejściu bramy zewnętrznej i mierzy jej próg, czyli szerokość otworu wejściowego. Dokładne wymiary i rzuty pionowe kompleksu i poszczególnych pomieszczeń prezentuję w punkcie 3. Teraz przestąpmy próg bramy, wejdźmy do środka i „patrzmy oczami swymi”, jak to mogło wyglądać.

Przewodnik wchodzi do jednej z sześciu bocznych komór bramy (w każdej bramie znajdują się trzy takie komory z lewej i trzy z prawej strony) i mierzy jej długość oraz szerokość.

       Ilustracja 18.

Przed komorą widać pionowo ustawiona płytę przysłaniającą wejście do komory. Na ścianach i w filarach między komorami „skośne okna”. Z prawej strony widać zaciemniony otwór przejścia do przysionka bramy. Przejdźmy tam za przewodnikiem.

       Ilustracja 19.

Przewodnik stoi teraz we wnętrzu jednej z dwóch bocznych wnęk (tu południowej) przysionka bramy. Z lewej strony, poza kadrem, znajduje się przejście w głąb bramy. To stamtąd przyszliśmy tutaj. Na filarach (czołach) tego przejścia Ezechiel widział wyobrażenia (malowania) palm. Po prawej stronie widać jedno z dwóch bocznych wyjść/wejść (tu południowe) z przysionka, prowadzących na schody wiodące na dolny dziedziniec zewnętrzny. Ezechiel stoi w głównym wejściu/wyjściu przysionka, mając za plecami dziedziniec zewnętrzny. „Mąż” nie wyprowadza jednak Ezechiela od razu na ten dziedziniec. Obydwaj wychodzą z przysionka wschodniej bramy zewnętrznej jej bocznym (północnym) przejściem, kierując się na schody o siedmiu stopniach prowadzące na dolny dziedziniec zewnętrzny. To tam właśnie znajduje się kamienna posadzka ciągnąca się wzdłuż wewnętrznej ściany muru zewnętrznego. To tam właśnie znajdują się skarbnice najniższego poziomu i wejścia do nich, a także narożne „domy kuchen”.

       Ilustracja 20.

Wkraczamy w strefę rozciągającą się pod skarbnicami drugiego (środkowego) i trzeciego (najwyższego) poziomu. Bez sztucznego oświetlenia panowałby tu mrok. Najmniejszy prześwit, czyli odległość od płaszczyzny schodów do bloku skarbnicy drugiego poziomu w miejscu, w którym stoi przewodnik, wynosi 4 i pół łokcia tj. ok. 2,5 m.

Po zejściu na dół „mąż” dokonuje pomiarów dziedzińca – 100 łokci na wschód i 100 łokci na północ od bramy niższej, czyli dolnej (patrz punkt poświęcony pomiarom kompleksu). Oto widok na tę bramę.

       Ilustracja 21.

Możliwe są tu dwa warianty wysokości poziomu dolnego dziedzińca w stosunku do wysokości poziomu kamiennej posadzki. Albo poziom tego dziedzińca był taki sam, jak posadzki, na którą schodziło się ze schodów (jak na ilustracji), albo niższy o grubość posadzki, czyli o 2,5 łokcia (jak na dalszych ilustracjach). W pierwszym przypadku dziedziniec po tej stronie dolnych skarbnic (widocznych z prawej strony ilustracji) byłby wyższy o te 2,5 łokcia od poziomu dolnego dziedzińca po przeciwnej stronie skarbnic (tego ciągnącego się wzdłuż zewnętrznej ściany muru wewnętrznego).

       Ilustracja 22.

Przewodnik prowadzi dalej Ezechiela kamiennym chodnikiem ciągnącym się wokół dolnego dziedzińca zewnętrznego, wzdłuż wewnętrznej ściany głównego muru kompleksu. Przed nim znajduje się wejście do budynku narożnika północno-wschodniego określanego jako „dom kuchen”. W całym kompleksie są cztery takie budynki-kuchnie rozmieszczone symetrycznie, po jednym w każdym z rogów dziedzińca dolnego.

       Ilustracja 23.

Ilustracje 21, 22 i 23 pokazują skąd wzięła się (według mnie) różnica w ilości stopni między schodami przysionków bram wewnętrznych (po osiem stopni) a schodami przysionków bram zewnętrznych (po siedem stopni). W pierwszym bowiem przypadku schody prowadzą bezpośrednio na poziom dolnego dziedzińca zewnętrznego (co zobaczymy dalej), w drugim kończą się nieco wcześniej (a właściwie wyżej), bo na kamiennym chodniku. Stąd właśnie wynika ta różnica jednego stopnia.

Z opisu wynika, że dolne skarbnice nie zachodzą na siebie, lecz stykają się tylko jedną pionową krawędzią. Stąd pusta przestrzeń między ich krótszymi bokami od strony „domu kuchen”.

       Ilustracja 24.

Kamienny chodnik, prowadzący poprzez „dom kuchen”, zakręcający w narożniku tego dziedzińca (co sprawia, że po wejściu do niego z jednej strony, można wyjść z drugiej), doprowadza nas (i Ezechiela) do schodów wiodących do przysionka kolejnej bramy zewnętrznej (w tym przypadku północnej).

       Ilustracja 25.

Po wspięciu się po schodach i przejściu przez przysionek północnej bramy zewnętrznej przewodnik i Ezechiel wychodzą na dziedziniec zewnętrzny, stając między tym przysionkiem a przysionkiem północnej bramy wewnętrznej, widocznym w głębi na kolejnej ilustracji, za przewodnikiem.

       Ilustracja 26.

Przewodnik odwraca się (my robimy to za nim), wciąż stojąc na dziedzińcu zewnętrznym przed przysionkiem zewnętrznej bramy północnej.

       Ilustracja 27.

Ezechiel i „mąż” pokonali do tego momentu jedną czwartą obwodu dziedzińca zewnętrznego. Przeszli bowiem odległość dzielącą dwa „sąsiednie” przysionki bram zewnętrznych. Teraz mogą ruszyć dalej w kierunku południowej bramy zewnętrznej, tym razem kontynuując swój marsz po dziedzińcu zewnętrznym (zewnętrznym górnym), najpierw w kierunku jego północno-wschodniego narożnika.

Na następnej ilustracji, w głębi, za przewodnikiem, widać przysionek północnej bramy zewnętrznej.

       Ilustracja 28.

W centralnym wejściu do niego oraz we wschodnim bocznym, prowadzącym na schody wiodące na zewnętrzny dziedziniec dolny, widać światło. Po prawej stronie skarbnica drugiego poziomu północno-wschodniego narożnika, a po lewej skarbnice narożnika północno-zachodniego – środkowa i górna.

Na kolejnej ilustracji widać przewodnika, stojącego do nas tyłem, między północno-wschodnim narożnikiem dziedzińca zewnętrznego a bramami wschodnimi, zewnętrzną i wewnętrzną.

       Ilustracja 29.

Wysokie budynki przed nim to drugi i trzeci poziom skarbnic północnych tego narożnika kompleksu, po jego prawej stronie drugi poziom wschodnich skarbnic tego narożnika. Przypominam, że powierzchnię dziedzińca zewnętrznego tworzą stropy dolnych skarbnic. Po lewej stronie widać jasno oświetlony fragment muru dziedzińca wewnętrznego.

W końcu przewodnik dociera wraz z Ezechielem do pasa dziedzińca zewnętrznego łączącego obie bramy wschodnie. W ten sposób zamyka się małe koło tej wędrówki. „Miedziany mąż” i Ezechiel znajdują się przy bramie, którą weszli na teren kompleksu. Teraz jednak stoją po jej wewnętrznej stronie.

       Ilustracja 30.

Ezechiel i „mąż” stoją w pobliżu przysionka wschodniej bramy zewnętrznej. Za plecami przewodnika widać wejście do przysionka wschodniej bramy wewnętrznej oraz odchodzący od ściany przysionka murek (barierkę) zabezpieczający przez spadnięciem na dziedziniec dolny.

Na następnych ilustracjach Ezechiel też stoi w pasie dziedzińca zewnętrznego łączącego wschodnią bramę zewnętrzną z wschodnią bramą wewnętrzną, ale w taki sposób, że za przewodnikiem, poprzez bramę wewnętrzną, widzi w głębi ołtarz i wejście do kościoła.

       Ilustracja 31.

Przewodnik rusza dalej, na południe. Dochodzi do południowo-wschodniego narożnika dziedzińca zewnętrznego (zewnętrznego górnego) i skręca w prawo, idąc na zachód wzdłuż murku, aż do południowej bramy zewnętrznej. „Mąż” wprowadza Ezechiela do wnętrza i znów dokonują pomiarów identycznych jak w dwóch poprzednich bramach zewnętrznych.

Następnie przechodzą do południowej bramy wewnętrznej i mierzą ją. Idąc dalej, nie wchodzą bezpośrednio na dziedziniec wewnętrzny (centralny), lecz z przysionka południowej bramy wewnętrznej wychodzą bocznym (wschodnim) przejściem na schody i po ich ośmiu stopniach zstępują na dziedziniec dolny (wewnętrzny).

Przewodnik, idąc na wschód, dochodzi do zewnętrznego, południowo-wschodniego narożnika muru wewnętrznego (otaczającego centralny dziedziniec kompleksu), skręca w lewo, i kierując się na północ, dochodzi do schodów wiodących do przysionka kolejnej bramy wewnętrznej, tym razem wschodniej.

Przewodnik i tutaj dokonuje pomiarów bramy, po czym „mąż” ponownie wyprowadza Ezechiela bocznym (północnym) przejściem i schodami o ośmiu stopniach na dolny dziedziniec.

       Ilustracja 32.

Po lewej stronie zewnętrzna ściana muru otaczającego dziedziniec wewnętrzny. Przed „mężem” i po prawej stronie schodów widać skarbnice najniższego poziomu (dolne).

Obydwaj zatrzymują się na chwilę w narożniku.

       Ilustracja 33.

Na kolejnej ilustracji widać dolną (niższą) bramę, będącą odpowiednikiem takiej bramy na zewnętrznym dziedzińcu dolnym, którą już widzieliśmy.

       Ilustracja 34.

Teraz przewodnik wprowadza Ezechiela do przysionka północnej bramy wewnętrznej (w górę, znów po ośmiu stopniach) i mierzy bramę pokazując, że wszystkie bramy główne (górne), zewnętrzne i wewnętrzne, są identyczne.

Tu możliwe są dwa warianty dalszej wędrówki. Albo przewodnik wprowadził stąd Ezechiela na dziedziniec centralny, pokazał komory śpiewaków, ołtarz i dokonał pomiarów tego dziedzińca wewnętrznego (100 x 100 łokci), albo znów sprowadził go ośmioma stopniami na dolny dziedziniec wewnętrzny, kierując się na zachód. Tu dokonał pomiarów dziedzińca dolnego (100 łokci w kierunku wschód-zachód i 100 łokci w kierunku północ-południe), po czym wprowadził Ezechiela po 8-stopniowych schodach, przez boczną północną bramę przysionka kościelnego, i przez ten przysionek, na dziedziniec przed kościołem, gdzie Ezechiel zobaczył ołtarz.

       Ilustracja 35.

Na ilustracji tej widać przewodnika wkraczającego do północnego wejścia do przysionka bramy kościoła.

Przed przewodnikiem jasno oświetlona północna ściana kościoła. W głębi przysionka, we fragmencie przeciwległego (południowego) bocznego wejścia, widać wąski pas nieba.

Nie rozstrzygając, który przebieg trasy jest prawidłowy, przenieśmy się na dziedziniec wewnętrzny (centralny). Wyobraźmy sobie, że przewodnik zatrzymał się na środku dziedzińca, mając za plecami północny fragment muru okalającego dziedziniec wewnętrzny i wejście do północnej bramy wewnętrznej.

       Ilustracja 36.

Na linii wzroku, patrzącego w tym kierunku Ezechiela, znajduje się też północna brama zewnętrzna, dlatego patrząc na wprost można zobaczyć fragment terenu otaczającego kompleks.

„Mąż” prowadzi Ezechiela w stronę ołtarza.

       Ilustracja 37.

Za plecami przewodnika po lewej stronie widać „komory śpiewaków”, a dokładniej mówiąc komory „kapłanów, którzy pełnią służbę kościoła”. Po prawej stronie fragment ołtarza ze stopniami „obróconymi na wschód”. W głębi, w centralnej części ilustracji, widać główne wejście do kościoła oraz dwa stojące przed nim słupy. Za kościołem, a właściwie nad nim, widać „skośne okna” i ganki „budynku odłączonego”.

Przewodnik podchodzi do stopni ołtarza i zatrzymuje się, by dokonać pomiarów.

       Ilustracja 38.

Potem „mąż” omija ołtarz i zmierza w stronę głównej bramy kościoła, czyli w stronę głównego (wschodniego) wejścia do kościelnego przysionka.

       Ilustracja 39.

W końcu przewodnik wchodzi do przysionka kościelnego.

       Ilustracja 40.

Na tym ujęciu zaobserwować można „odłączenie” budynku wewnętrznego, znajdującego się za kościołem, od otaczającego ten budynek muru.

„Mąż” znajduje się teraz w miejscu, z którego można, idąc w lewo lub w prawo, zejść schodami na dolny dziedziniec zewnętrzny, lub wejść do środka, dochodząc do centralnego miejsca kościoła, kwadratowego pomieszczenia określonego przez przewodnika mianem „świętego świętych”. Ponieważ byliśmy już na dolnym dziedzińcu zewnętrznym, od razu wejdźmy do środka.

       Ilustracja 41.

       Ilustracja 42.

Ezechiel zatrzymuje się na moment w centralnym pomieszczeniu, gdy tymczasem „mąż” dochodzi do bramy prowadzącej ze „świętego świętych” wprost na dziedziniec „budynku odłączonego”.

       Ilustracja 43.

Zarówno wyjście z kościoła, jak i brama zlokalizowana po przeciwnej stronie przyległego dziedzińca, zamykane są dwoma wysuwanymi z bocznych ścian skrzydłami. Powoli zbliżając się do końca tej niezwykłej wędrówki, zwiedźmy wraz z Ezechielem ostatni pozostały jeszcze do zbadania budynek kompleksu i dłużej nie zwlekając, wejdźmy na jego dziedziniec.

       Ilustracja 44.

Na odchylonych ku tyłowi (czyli "skośnych") filarach umocowane są ganki, rozciągające się na dwóch poziomach, po stronie północnej, zachodniej i południowej. „Skośne okna” to otwory ponad gankami, między filarami. Korytarz biegnący między „budynkiem odłączonym” a ścianą zewnętrzną zamknięty jest stropem biegnącym dokoła na wysokości dolnego poziomu ganków.

Po dojściu do ściany przewodnik mierzy szerokość oraz głębokość wnęki między filarami.

       Ilustracja 45.

       Ilustracja 46.

W obu przypadkach jest to pręt mierniczy, czyli sześć łokci. Mierzy też szerokość filara, która wynosi cztery łokcie. Potem podchodzi do bramy znajdującej się w zachodniej ścianie „budynku odłączonego”.

       Ilustracja 47.

„Skośne okna” nad tą bramą są na obu poziomach zaślepione.

Z poziomu dziedzińca można się dostać na ganki krętymi schodami; najpierw na ganki pierwszego poziomu, a z nich takimi samymi schodami wyżej, na ganki drugiego poziomu, cofnięte ku tyłowi w stosunku do ganków niższych.

       Ilustracja 48.

       Ilustracja 49.

Ganki tworzą konstrukcją zapewniającą swobodne przemieszczanie się wzdłuż wewnętrznych ścian "budynku odłączonego" (ze względu na konieczność dostawania się do rozmieszczonych wokół pomieszczeń?).

       Ilustracja 50.

Czy kręte schody znajdowały się w tym miejscu, w jakim je umieściłem, to znaczy przy wejściu do korytarza, czy też były w narożach dziedzińca lub na bocznych ścianach, nie ma w tym momencie żadnego znaczenia. Chodziło mi tylko o zaprezentowanie pewnej koncepcji, która, jak mi się wydaje, dosyć jasno wynika z opisu zawartego w Proroctwie Ezechiela.

Po zmierzeniu i zaprezentowaniu Ezechielowi wszystkich elementów dziedzińca, przewodnik przechodzi przez bramę i wprowadza Ezechiela do wąskiego korytarza biegnącego między ścianami.

       Ilustracja 51.

Z miejsca, w którym stoi „mąż” można pójść w lewo i wydostać się na dziedziniec zewnętrzny kompleksu wyjściem znajdującym się przed południowym bokiem kościoła (Ezechiel nazywa to wyjście „drzwiami boku na modlitwę ku drodze południowej”), lub też w prawo, by dojść do symetrycznie usytuowanego względem kościoła wyjścia po przeciwnej jego stronie, to znaczy od północy (Ezechiel nazywa to wyjście „drzwiami boku na modlitwę ku drodze północnej”). Wybierzmy to drugie rozwiązanie.

       Ilustracja 52.

Przewodnik idzie teraz korytarzem, nazywanym przez Ezechiela „miejscem (bokiem) na modlitwę”, biegnącym wzdłuż zachodniej ściany „budynku odłączonego”. Gdy dojdzie do końca skręci w prawo. Zobaczy przed sobą drzwi.

       Ilustracja 53.

Przewodnik ma przed sobą fragment dziedzińca zewnętrznego dochodzący z prawej strony do północnej, bocznej ściany kościoła. W głębi widać zewnętrzną ścianą muru okalającego dziedziniec wewnętrzny. Wzdłuż tej ściany prowadzą z prawej strony, z przysionka kościelnego, schody, którymi można dojść na dolny dziedziniec zewnętrzny (albo odwrotnie). Wyjdźmy z korytarza (z „boku na modlitwę”) i rozejrzyjmy się dokoła. Najpierw spójrzmy w prawo.

       Ilustracja 54.

A teraz w lewo.

       Ilustracja 55.

Ponieważ stoimy pod światło, wszystkie widoczne na tej ilustracji obiekty są jednolicie szare; można powiedzieć, że spowija je mrok tajemnicy. Jedyny kontrastujący z tym tłem punkt, to światło wydobywające się z przysionka zewnętrznej bramy północnej – mocniejsze z głównego wejścia i nieco słabsze, po lewej stronie, z bocznego, zachodniego wejścia prowadzącego na schody.

A tak wygląda z zewnątrz wyjście/wejście „boku na modlitwę”.

       Ilustracja 56.

I w ten sposób znaleźliśmy się z powrotem na dziedzińcu zewnętrznym. Stąd Ezechiel obserwuje trzypiętrowe skarbce. Z treści Proroctwa Ezechiela nie wynika to jednak w sposób oczywisty. Możliwy jest również taki wariant, w którym przewodnik wyprowadziłby Ezechiela ze świątyni przez kościelny przysionek i jego boczne przejście na dolny dziedziniec zewnętrzny, do dolnych skarbców.

 

3. Pomiary

 

Zanim przejdę do pomiarów, pragnę jeszcze poruszyć kilka kwestii.

Po pierwsze, projektant dowolnego obiektu architektonicznego musi zazwyczaj zwracać uwagę na stopień wykorzystania terenu przeznaczonego pod zabudowę, dąży mianowicie do jego maksymalizacji. To znaczy, jeśli buduje boisko piłkarskie lub lotnisko, to wiadomo, że główną rolę w całym projekcie odgrywać będzie duży, płaski, odkryty plac. Jednak w przypadku kompleksu, w którym miałoby się znaleźć wiele różnych pomieszczeń (w tym także mieszkalnych oraz magazynów), sprawa przedstawia się inaczej. Tutaj naczelnym zadaniem każdego architekta byłoby skonstruowanie największej możliwej powierzchni użytkowej skupionej na jak najmniejszej możliwej powierzchni terenu. Krótko mówiąc chodzi o to, by na małej działce wybudować obiekt o dużej sumarycznej powierzchni. Dlatego dzisiaj, ze względu na wysokie koszty gruntu, a zatem konieczność maksymalnego wykorzystania działki budowlanej, konstruuje się obiekty wielokondygnacyjne, wielopoziomowe, których pomieszczenia rozciągają się także poniżej poziomu gruntu (podziemne garaże, magazyny, sklepy itp.). Oczywiście takie wytyczne nie musiały obowiązywać budowniczych tego kompleksu, ale zdumiewa zgodność tej konstrukcji (zastrzegając, że jest to moja rekonstrukcja) ze współczesnymi wymaganiami.

Druga sprawa to harmonia i elegancja układu budynków tworzących ten kompleks, a takie elementy także mieszczą się w ramach założeń współczesnych projektów. Rzecz jasna w tym wypadku nie tworzyłem modelu tego kompleksu według z góry poczynionych założeń, lecz podjąłem próbę odtworzenia go na podstawie relacji Ezechiela, a to właśnie sprawia, że efekt końcowy jest tak zdumiewający. Jeszcze raz muszę tu podkreślić, że model, który prezentuję jest wyłącznie efektem mojej analizy tekstu Proroctwa Ezechiela, mojego sposobu odczytania tego tekstu, choć nieskromnie przyznaję, że logika, którą się kierowałem, nie dawała mi specjalnego wyboru.

I trzeci wreszcie element, o którym chciałbym wspomnieć we wstępie do mojej interpretacji pomiarów wykonanych przez przewodnika Ezechiela, to kompletność tego opisu. Ezechiel po prostu zobaczył wszystko, co powinien. Przewodnik zaprowadził go do każdego budynku, przeprowadził go przez każdą bramę, był z nim na każdym dziedzińcu, pokazał mu wszystko, co było niezbędne do odtworzenia całej budowli.

Spójrzmy jeszcze, dla zobrazowania tych zagadnień, na przestrzenny schemat (szkielet) mojego modelu tego kompleksu.

       Ilustracja 57.

Pewien znany architekt powiedział kiedyś, że rzeczą najważniejszą dla niego, jak i dla każdego innego architekta, jest umiejętne wyważenie funkcjonalności założonej przez przyszłego użytkownika obiektu i artystycznej wizji samego projektanta. Funkcjonalność i forma muszą ze sobą współgrać.

Oto zwymiarowany rzut pionowy kompleksu.

       Ilustracja 58.

 

*

 

- BRAMY ZEWNĘTRZNE -

 

Prześledźmy drogę Ezechiela przez kompleks i skonfrontujmy tok rozumowania oprowadzającego go przewodnika z moim, wysnutym na tej podstawie, wyobrażeniem ogólnego i szczegółowego rozplanowania budynków oraz znajdujących się w nich pomieszczeń. A zacznijmy od początku, czyli od wschodniej bramy zewnętrznej.

 

40,5 A oto mur zewnątrz, wokoło domu wszędzie, a w ręce męża trzcina miary na sześć łokci i na dłoń, i zmierzył szerokość budowy trzciną jedną, wysokość też trzciną jedną.

 

Według mnie, w wersecie tym nie chodzi o zdejmowanie miary z jakiegoś konkretnego elementu budowli, ale o zademonstrowanie tej czynności Ezechielowi, o zwrócenie jego uwagi na to, co ma być istotą tej wędrówki poprzez zabudowania. Można się też domyślać, że miarą był łokieć „dłuższy”, to znaczy taki, który miał długość łokcia i dłoni (dłoń jest czwartą częścią łokcia). Potwierdzeniem tego ostatniego wniosku może być werset 43,13, w którym Ezechiel stwierdza, że przy budowie ołtarza posłużono się "łokciem najprawdziwszym, który miał łokieć i dłoń".

 

40,6 I przyszedł do bramy, zwróconej ku drodze wschodniej, i wstąpił po schodach jej i zmierzył próg bramy trzciną jedną wszerz, to jest próg jeden trzciną jedną na szerokość,

 

Informacja jest jednoznaczna. Próg tej bramy (a zatem samo wejście), miał szerokość sześciu łokci.

 

40,7 i komorę trzciną jedną na długość i trzciną jedną na szerokość, a między komorami pięć łokci;

40,10 A komory bramy ku drodze wschodniej, trzy po jednej, a trzy po drugiej stronie, miara jedna trzech i miara jedna czół z obu stron.

 

Te wersety też są oczywiste. We wnętrzu bramy, po obu jej stronach, znajdowały się komory, trzy po lewej stronie i trzy po prawej. Długość i szerokość (głębokość) tych komór była jednakowa i wynosiła sześć łokci. Werset 40,7 może budzi wątpliwość co do pięciu łokci między komorami. Może tu chodzić o szerokość filara między komorami, albo o szerokość korytarza bramy, czyli o odległość między czołami nie sąsiednich lecz przeciwległych komór. Werset 40,10 zdaje się wyjaśniać jednak tę kwestię. „Miara jedna czół z obu stron” – chodzi więc o „miarę” (szerokość) filarów między sąsiednimi komorami. Dalsza analiza tekstu pod kątem ustalenia szerokości bramy wykaże, że szerokość przejścia przez bramę (czyli odległość między naprzeciwległymi filarami - czołami - bocznych komór), w żadnym razie nie mogła wynosić 5 łokci.

 

40,12 a wystąp przed komorami na jeden łokieć, a łokieć drugi końca z obu stron, a komory na sześć łokci były po jednej i po drugiej stronie.

 

Przed każdą z komór znajdował się występ szerokości jednego łokcia. Ich istnienie nie wpływało jednak na długość i szerokość komór, musiały zatem występy te znajdować się w korytarzu bramy, przed komorami. Równie dobrze wzmianka o pięciołokciowej szerokości czół między komorami może odnosić się właśnie do szerokości tych występów, wtedy jeden łokieć byłby miarą ich grubości.

 

40,13 Zmierzył też bramą od dachu komory aż do dachu jej, szerokość na dwadzieścia pięć łokci, drzwi naprzeciw drzwi.

 

Ezechiel, stojąc w samym środku budynku, podaje nam wewnętrzną szerokość bramy. Tu nie może być wątpliwości. Ezechiel jest bardzo precyzyjny w swej relacji. Stwierdza wyraźnie: „zmierzył bramą [...] drzwi naprzeciw drzwi". Zmierzył "bramą",. czyli wnętrzem bramy, a wymiar zdjęto "drzwi naprzeciw drzwi", czyli znajdując się w środku, między drzwiami do tych komór właśnie.

Problem może się jednak pojawić, gdy zadamy sobie pytanie, gdzie zdjęto ten wymiar, na podłodze czy na suficie ("od dachu do dachu"), i czy rzeczywiście wynosił on dwadzieścia pięć łokci. A skąd te wątpliwości? Otóż, z moich wyliczeń wynika, że wewnętrzna szerokość bramy wynosi 26 łokci, bo taka wydaje się szerokość przysionka, o czym dalej. Przedstawię za chwilę pewną możliwość rozwiązania z tego problemu, polegającą na zmniejszeniu (o ten 1 łokieć) wewnętrznej szerokości samej bramy, bez zmniejszania szerokości przysionka, która w dalszym ciągu wynosiłaby 26 łokci a nie 25. Niestety Ezechiel w dalszej części swej relacji, opisując bramy wewnętrzne, identyczne przecież z zewnętrznymi, wyraźnie mówi o 25 łokciach "przejścia przez przysionki bram". Kluczem do rozwiązania tego problemu może stać się wzmianka o „skośnych oknach” wewnątrz bramy. Ale po kolei. Teraz przejdźmy przez bramę do końca.

 

40,8 i próg bramy obok przysionka bramy wewnątrz trzciną jedną.

 

A więc, wewnątrz bramy było przejście z głównej jej części (tej z komorami) do przysionka. Przewodnik mierzy próg tej bramy obok przysionka wewnątrz – sześć łokci.

 

40,9 I zmierzył przysionek bramy na osiem łokci i czoło jego na dwa łokcie, a przysionek bramy był wewnątrz.

 

Jeden z wymiarów przysionka to osiem łokci. W przysionku znajdowały się czoła (filary) o szerokości dwóch łokci.

 

40,11 I zmierzył szerokość progu bramy na dziesięć łokci, a długość bramy na trzynaście łokci;

 

Przewodnik mierzy szerokość trzeciego już progu bramy, trzeciego wejścia/przejścia. Po progu wejścia z zewnątrz (6 łokci) i progu wewnętrznego przejścia z bramy do przysionka (6 łokci), mierzy teraz szerokość kolejnego progu bramy w tym ciągu. Może to więc być tylko próg wyjścia z przysionka na dziedziniec zewnętrzny. Przejście to ma szerokość dziesięciu łokci. Długość bramy przysionka wydaje się być w tym miejscu miarą długości samego przysionka, bowiem otwór drzwiowy może mieć tylko szerokość i wysokość. Raczej trudno mówić, w przypadku zwyczajnych przejść, o długości otworu drzwiowego (chyba, że mamy do czynienia z tunelem, ale, jak sądzę, nie w tym przypadku).

 

40,14 I uczynił czoła na sześćdziesiąt łokci, a u czoła sień bram zewsząd wokoło;

40,15 a przed przednią stroną bramy, która przychodziła aż do przedniej strony przysionka bramy wewnętrznej, pięćdziesiąt łokci.

 

Teraz przewodnik podaje (nie mierzy) całkowitą długość bramy od czoła głównego wejścia, z zewnątrz, do czoła przysionka od strony dziedzińca. Długość ta to sześćdziesiąt łokci. Przewodnik najprawdopodobniej nie zmierzył długości bramy przez 10-krotne odkładanie pręta mierniczego na jej posadzce (może z powodu przeszkadzających w tym stopni, progów), lecz pokazał Ezechielowi najpierw czoło bramy, potem przeszedł całą bramę wzdłuż i pokazał (zakreślił) czoło przysionka, czyli przeciwległy koniec bramy, i podał wymiar, który Ezechiel miał zapamiętać, jako długość bramy „od czoła do czoła”. Jednocześnie przewodnik zwraca Ezechielowi uwagę, że do przysionka można wejść z każdej jego strony. Mierzy też odległość od przedniej strony bramy do jej końca, którym jest przednia strona przysionka, przednia dla kogoś, kto idzie z zewnątrz, spoza kompleksu, a więc właściwie chodzi o stronę wewnętrzną. Ten wymiar to pięćdziesiąt łokci.

 Z opisu można wyciągnąć wniosek (potwierdzony zresztą w dalszej części relacji), że w przysionku bramy były trzy wyjścia/wejścia (jedno główne, usytuowane na osi wzdłużnej bramy, oraz po jednym na każdym boku przysionka) prowadzące na dziedziniec zewnętrzny kompleksu. Jaką rolę spełniały te boczne przejścia? Uprzedzając nieco wypadki należy tu stwierdzić, że boczne przejścia nie mogły prowadzić na ten sam dziedziniec zewnętrzny, na ten sam poziom, co główne przejście. Takie rozwiązanie nie miałoby większego sensu, nawet gdyby na dziedzińcu tym, przy murze zewnętrznym, rozlokowane były jakieś komory. Wychodząc, w takim wypadku, z przysionka bramy którymś z bocznych przejść, z zamiarem dojścia do tychże komór, zaoszczędzono by zaledwie kilka metrów drogi w stosunku do trasy przebiegającej przez główne przejście tego przysionka. Sytuacja uległaby radykalnej zmianie, gdyby boczne przejścia prowadziły na inny dziedziniec zewnętrzny, np. dolny, o czym dalej.

Oto schematyczne przedstawienie rzutu pionowego bramy wraz ze schodami prowadzącymi z bocznych wyjść przysionka.

     Ilustracja 59.

 

40,16 I skośne okna w komorach, i w czołach ich, które były wewnątrz bramy, zewsząd wokoło, takie też były w przysionkach okna wokoło wewnątrz, a przed czołami malowanie palm.

 

I w końcu dotarliśmy do „skośnych okien”, to znaczy, jak sądzę, do nachylonych pod pewnym kątem do podłogi jakiś płaszczyzn dających światło. "Zwyczajne" okna raczej nie wchodzą tu w rachubę ze względu na grubość ścian, w których miałyby się znajdować, bardzo prawdopodobne usytuowanie pomieszczeń kompleksu za tymi ścianami, a także na niedorzeczność umieszczenia okien w wewnętrznych filarach (czołach) komór.

Spójrzmy teraz na sporządzony przeze mnie rzut bramy zewnętrznej w wersji pierwszej.

       Ilustracja 60.

Po pierwsze, szerokość bramy mierzono, według mnie, wewnątrz. Po drugie, szerokość ta, po rozplanowaniu przeze mnie wszystkich pomieszczeń bramy (jej przysionka), wyniosła 26, a nie 25 łokci, jak podaje za przewodnikiem Ezechiel (dwa razy po 8 łokci szerokości wnęk, plus dwa razy po 2 łokcie szerokości filarów, plus 6 łokci szerokości przejścia - to razem 26 łokci właśnie). Po trzecie wreszcie, szerokość całkowita, zewnętrzna, wynosi 40 łokci. Wynika ona z rozplanowania wymiarów pozostałych elementów kompleksu i, jak czytelnik będzie miał okazję się przekonać, jest logicznym (symetrycznym) odbiciem szerokości „domów kuchen” znajdujących się w narożach dziedzińca zewnętrznego (też 40 łokci).

Dla lepszego wyobrażenia sobie wyglądu wnętrza bramy spójrzmy na jej widok przestrzenny, bez stropu.

       Ilustracja 61.

Na ilustracji można zaobserwować, że wewnętrzny próg przejścia między bramą a przysionkiem znajduje się obok wnęk przysionka (według mojej interpretacji, oczywiście), i że do przysionka można dostać się z każdej jego strony.

Wewnętrzna szerokość bramy, którą uzyskałem z wyliczeń to 26 łokci. Odległość między czołami komór wynosi tu 14 łokci. Jeśli zwęzimy korytarz do 13 łokci, by uzyskać szerokość bramy podaną przez Ezechiela i wynoszącą 25 łokci, to nie mogąc zmienić wymiaru komór i wnęk przysionka, ani szerokości 2-łokciowych jego filarów, ani też szerokości 6-łokciowego przejścia do przysionka, musielibyśmy zmniejszyć szerokość 4-łokciowych czół po obu stronach wejścia głównego (od wewnątrz) i po obu stronach przejścia do przysionka od strony korytarza bramy. Wymiar ten wyniósłby wtedy 3,5 łokcia. Niezmieniona musiałaby pozostać natomiast szerokość bramy w przysionku i wciąż wynosiłaby 26 łokci. Po takim zabiegu linie tylnych ścian bocznych komór bramy nie pokrywałyby się już z liniami bocznych zewnętrznych ścian komór przysionka, ale może ta "liniowość" nie jest istotna.

Istnieje jednak inna możliwość uzyskania 25 łokci szerokości bramy, związana ze „skośnymi okami” właśnie. Przeczytajmy raz jeszcze werset 40,13:

 

„Zmierzył też bramą od dachu komory aż do